Z radością publikujemy fragmenty najnowszego numeru Biuletynu TP ASD „Pasterz”.
Redakcja Biuletynu TP ASD
Słowo moderatorów
Drodzy Członkowie Towarzystwa Przyjaciół
Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu!
Drodzy Przyjaciele!
„Oto jestem, poślij mnie!”
Kiedy piszę te słowa, trwają egzaminy maturalne. Matura jest dla młodego człowieka jednym z ważniejszych wydarzeń. Czas matur kończy pewien etap życia, a rozpoczyna nowy. Wielu uważa, że to jeszcze zbyt wcześnie na podejmowanie poważnych decyzji, jednak właśnie teraz trzeba wybrać kierunek studiów, zastanowić się nad swoją przyszłością i podjąć pierwsze odpowiedzialne wybory. To również czas, gdy w niejednym sercu rodzi się pytanie o powołanie.
W tym kontekście chciałbym podzielić się „małym” wydarzeniem, którego wraz z innymi stałem się świadkiem. Było to zawierzenie, którego na Jasnej Górze dokonali studenci. Bardzo mnie ono poruszyło. Jak co roku, w drugą sobotę maja, uczestniczyliśmy w pięknym doświadczeniu, jakim jest pielgrzymka rodzin powołanych i wspierających powołania. Wracając autokarem z pielgrzymki, przed godziną 21.00 postanowiliśmy połączyć się przez Internet z Kaplicą Cudownego Obrazu. Byłem zaskoczony, bo nie wiedziałem, że tego samego dnia u Matki Bożej są również studenci w ramach swojej Ogólnopolskiej Pielgrzymki Akademickiej, przeżywanej w tym roku już po raz 90. pod hasłem „Oto jestem, poślij mnie!”.
Tak jak zazwyczaj podczas Apelu Jasnogórskiego, po odśpiewaniu „Bogurodzicy” i znamiennych słowach: „Maryjo Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam”, przed odmówieniem dziesiątki różańca nastąpiło rozważanie. Oprócz słów biskupa oraz księdza, zapewne jednego z duszpasterzy akademickich, głos zabrali młodzi ludzie, którzy prosili Maryję, aby pomogła im odnajdywać Jezusa. Słowa studentów pokazały, że są oni bardzo świadomi czasów, w jakich żyją. Uczestnicy pielgrzymki akademickiej wyrazili pragnienie życia według Ewangelii i z całą mocą zaznaczyli, że chcą dobrze odczytać swoje powołanie. Odnowili również Rotę Ślubowania, którą po raz pierwszy wypowiedzieli ich rówieśnicy w 1936 r. To wszystko zrobili szczerze i w wielkiej prostocie. Byłem pod wrażeniem. Siedząc w autokarze i słuchając słów Apelu, mogliśmy odczuć, że przed Maryją dzieje się coś ważnego — coś, co porusza serca.
Spotykamy wielu młodych ludzi, których mamy w swoich rodzinach. Z radością patrzymy na tych, którzy biorą odpowiedzialność za swoje życie i uczą się, pracują oraz nawiązują relacje. Podziwiamy ich kreatywność, a przede wszystkim ich dobroć. Wśród nich są tacy, którzy angażują się w różne formy duszpasterstwa i budują nas swoją wiarą, ale są też tacy, którzy nie chcą mieć nic wspólnego z Bogiem i Kościołem. Niekiedy mają oni swoje powody, które wyraźnie manifestują.
Wiemy, jak wiele potrzeba miłości, aby być z nimi, wsłuchując się w ich rozterki, pytania i marzenia. Każdy potrzebuje zrozumienia, szczególnie w młodości, kiedy przeżywa ważne doświadczenia. Niektórym już coś nie wyszło i zamiast moralizowania oczekują wsparcia. Niezwykłe jest to, gdy obok nich są ludzie, którzy ich kochają i którym naprawdę na nich zależy.
W naszych rękach trzymamy kolejny numer „Pasterza”. To konkretna pomoc w modlitwie za młodych. Ufajmy, że nasze duchowe wsparcie wyprosi dla nich ducha odwagi i męstwa w odkrywaniu własnego powołania. Drodzy Przyjaciele Seminarium, bardzo dziękujemy za ten Wasz Dar Serca. Cieszymy się każdym klerykiem. Niech nasza modlitwa pomaga im — tak jak uczynili to studenci na Jasnej Górze — z ufnością powiedzieć Panu Bogu: „Oto jestem, poślij mnie!”, gdziekolwiek On zechce.
ks. Przemysław Tyblewski
Prefekt etapu propedeutycznego
w Kaliszu
Okiem Przełożonego
KRYTERIA ROZEZNAWANIA POWOŁANIA
W kontekście formacji seminaryjnej często mówi się o rozeznawaniu powołania. Rozeznawanie to jest w istocie długotrwałym procesem, który służy odczytywaniu woli Bożej w życiu człowieka. To bardzo ważny element naszej życiowej drogi. Aby dobrze pełnić swoje powołanie, najpierw trzeba je rozpoznać, słuchając głosu własnego serca i duchowych poruszeń, wczytując się w słowo Boże i poznając nauczanie Kościoła. Rozeznając powołanie do kapłaństwa, warto wiedzieć, że istnieją pewne konkretne kryteria, które bardzo mogą nam w tym pomóc. Stosując się do nich, możemy żywić nadzieję, że właściwie odczytamy naszą życiową drogę i — mimo towarzyszących nam różnorakich krzyży — będziemy na niej prawdziwie szczęśliwi.
Wspomniane kryteria możemy podzielić na wewnętrzne i zewnętrzne[1]. Wśród pierwszych dostrzegamy pewne osobiste kwestie, których z zewnątrz nikt do końca nie może obiektywnie ocenić. Te sprawy weryfikuje bowiem sam powołany, ponieważ on jeden najlepiej wie, co się dzieje w jego sercu. I musi dobrze to zrobić, ponieważ w przeciwnym wypadku nie będzie szczęśliwy.
Do kryteriów wewnętrznych kandydata należy najpierw jego szczere pragnienie oddania Bogu i Kościołowi. Służba Boża w Kościele oznacza przecież wiele konkretnych wyrzeczeń. Człowiek prawdziwie do niej powołany zdaje sobie sprawę z tych różnych strat, jest jednak gotowy chętnym sercem ofiarować je Bogu i wspólnocie Kościoła. Wszystkie te straty nie są wówczas dla niego tylko pozbawieniem siebie jakiegoś dobra, ale stają się niosącym radość darem.
Innym kryterium wewnętrznym jest osobiste przekonanie co do powołania. Bywa niekiedy, że młody wierzący człowiek czuje na sobie presję bliskich i ważnych dla niego osób, które — z uwagi na jego postawę i predyspozycje — chętnie widziałyby go w roli kapłana. W tym miejscu jednak zawsze rodzi się pytanie: co na ten temat uważa sam zainteresowany? Czy on też widzi siebie jako księdza? O autentycznym powołaniu mówimy wówczas, gdy przyszły ksiądz — prędzej czy później — sam odkrywa w sobie wewnętrzny mocny głos wzywający do kapłaństwa.
Wreszcie innym jeszcze kryterium wewnętrznym jest pragnienie świętości. Kościół nie potrzebuje księży byle jakich, ale świętych. Bożą odpowiedzią na różne kryzysy Kościoła było w historii zawsze wzbudzanie świętych. Szczególnym środowiskiem świętości byli księża. Także i dzisiaj Kościół potrzebuje świętych księży. Zazwyczaj jednak człowiek powołany do kapłaństwa — mający świadomość własnych ograniczeń, słabości, upadków i zmagań — nie żywi optymistycznego przekonania, że samodzielnie potrafi stać się świętym. Na szczęście takie przekonanie nie jest tutaj wymagane. Chodzi bowiem raczej o pragnienie stania się świętym — pragnienie, któremu uczynić zadość jest w stanie tylko łaska Boża. Ludzka wola jednakże usposabia człowieka do całożyciowej współpracy z tą łaską.
Oprócz powyższych kryteriów wewnętrznych, istnieją też kryteria zewnętrzne. Oznacza to, że w ich przypadku nie wystarczy, żeby oceny dokonał sam kandydat. Tutaj potrzeba też głosu ze strony Kościoła. Kościół czyni to ustami biskupa, wspieranego przez wychowawców, kapłanów i wspólnoty, z których pochodzą kandydaci i w których odbywają swoje duszpasterskie praktyki. Świadomość wielkości daru kapłaństwa budzi w powołanych przekonanie, że nie istnieje prawo do przyjęcia święceń — one zawsze są darem, na który nikt z nas o własnych siłach nie zasługuje. Dokumenty Kościoła pouczają ponadto, że nie wolno dopuścić do święceń kogokolwiek z litości lub na zachętę do dalszego dobrego życia. Dlatego konieczna jest wcześniejsza dobra weryfikacja wspomnianych kryteriów zewnętrznych.
Wśród nich najpierw należy wymienić dojrzałość fizyczną i psychiczną. Chodzi więc o zdrowie, które umożliwi pełnienie kapłańskiej posługi, jak również o osiągnięcie należytego rozwoju osobowości. Dojrzałość ta nie zakłada, że człowiek nie posiada żadnych braków — ludzi idealnych na tym świecie przecież nie ma — ale pozwala na uświadomienie ich sobie i branie za nie odpowiedzialności.
Dalej od kandydata do święceń wymaga się, aby był człowiekiem modlitwy i potrafił żyć słowem Bożym. Kapłańska posługa ma sens tylko w perspektywie wiary. Do pogłębionej wiary zdolny jest tylko ten, kto słucha Bożego słowa i prowadzi osobiste życie modlitewne. Z tym kryterium wiąże się ponadto życie sakramentalne — sprawujący sakramenty jest pierwszym, który sam z nich czerpie pożytek.
Rozeznając powołanie, należy też wziąć pod uwagę jego predyspozycje intelektualne. Ksiądz nie musi być wybitnym intelektualistą, winien jednak wykazać się pracowitością i umiejętnością studiowania. Liczą się wreszcie cechy osobowościowe kandydata, w szczególności jego zdolność do budowania bezpiecznych i odpowiedzialnych relacji. Nie ma szczęśliwego życia i posługi księdza bez umiejętności tworzenia przez niego takich relacji — najpierw z samym sobą, potem z Panem Bogiem, wreszcie z siostrami i braćmi.
ks. dr Jan Frąckowiak
Rektor Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu
[1] W przedstawieniu kryteriów rozeznania powołania inspiruję się tutaj schematem zaproponowanym przez ks. prof. Marka Tatara (M. Tatar, Fenomen powołania oraz kryteria jego rozeznania i weryfikacji, w: M. Chmielewski [red.], Tożsamość i duchowość księdza diecezjalnego, Lublin 2025, 28).